Rodzice vs technologia

Współczesna technologia to błogosławieństwo, które ułatwia nam codzienne życie. Jesteśmy do niej przyzwyczajeni i często jest ona coraz bardziej intuicyjna. Dla niektórych jednak współczesne komputery, telefony czy inne sprzęty są magicznymi artefaktami. Tym kimś są zwykle nasi rodzice, którzy bojąc się zepsucia skomplikowanego urządzenia, wolą wyręczać się swoimi dziećmi.

Wyszukiwanie informacji w internecie

W internecie możemy sprawdzić niemal wszystko: od autobusów, godzin otwarcia różnych instytucji po wyniki losowania lotto. Jest to przydatne narzędzie nie tylko dla osób młodych, lecz również tych starszych. Program, który wie wszystko, może jednak przerażać:

– A co jeśli zadam niewłaściwe pytanie, wcisnę zły klawisz? Czy to nie zepsuje komputera albo całego internetu?

Częstym problemem naszych rodziców jest również przyzwyczajenie do ikonki Internet Explorera. To jedyny skrót, który utożsamiany jest z internetem. Jeśli niepostrzeżenie zniknie on z pulpitu, kontakt ze światem zostaje przerwany. Najgorsze dla nich jest to, że w miejsce tego „funkcjonalnego” narzędzia pojawiają się jakieś młodzieżowe śmieci o dziwnych nazwach, taki Chrome, Firefox, Opera czy Safari. Nie wiadomo do czego służą, ale na pewno nie do przeglądania stron internetowych – przecież nie mają słowa „internet” w nazwie. Z tego właśnie powodu prośba o sprawdzenie czegoś w sieci występuje wyjątkowo często i sprawia, że rodzice nie muszą się już martwić o to, że coś zepsują.

Włączony komputer

Stosunek rodziców do kabli

Komputery, telewizory czy maty masujące. Wszystkie te urządzania potrzebują prądu elektrycznego do działania. Nikola Tesla pracował nad bezprzewodowym przesyłaniem elektryczności, jednak nasi rodzice będą musieli jeszcze długo poczekać na ten wynalazek. Dlatego kable są problemem, z którymi muszą sobie poradzić… dzieci.

Przede wszystkim są mniejsze i dlatego są wysyłane po to, by podłączyć jakiś sprzęt pod biurkiem czy stołem. Tak naprawdę ten argument jest jednak tylko i wyłącznie wymówką, która pozwala dorosłym zachować czyste ręce. O co więc chodzi? Jeśli coś zostanie źle podłączone i sprzęt przestanie działać, rodzic zachowuje czyste ręce, nie odnosi symbolicznej porażki i zyskuje kozła ofiarnego w postaci dziecka:

– Znowu wszystko muszę robić sam. Nie wiem, czy będzie się to dało naprawić po tym, co zrobiłeś. Chyba będzie ci trzeba obniżyć kieszonkowe.

Zdarzają się jednak rodzice jeszcze bardziej perfidni, czyli tacy, którzy najpierw zepsują sprzęt, a następnie poproszą dziecko o pomoc:

– Wiesz, nie mogę tam sięgnąć, bo mnie plecy bolą.
-Nie działa.
-Hmm, czego was w tej szkole uczą, skoro nawet głupiego kabla nie potraficie podłączyć. Pewnie jeszcze zepsułeś.

Rodzice i telefony

Od kilku lat bardzo popularne są wszelkiego rodzaju telefony z dotykowym wyświetlaczem. Również nasi rodzice, chcąc nadążyć za nowoczesną modą, postanawiają taki nabyć. Pierwszy problem pojawia się już po wyjściu z salonu, kiedy mama lub tata stwierdzają, że ich oszukali:

– Dotykowy dotykowym, ale jak ja mam tego używać bez klawiszy, co?

To i tak sukces, że udało nam się ich powstrzymać przed wróceniem do biednego konsultanta i zrobieniem mu awantury. W domu jednak okazuje się, że nasi rodzice postanawiają jednak spróbować powalczyć z nabytym wynalazkiem. Standardowo przyjmują oni założenie, że jeśli coś nie działa, to należy nacisnąć mocniej: telefon pewnie nie poczuł. W następnej kolejności pojawia się problem zaznaczania na ekranie wszystkiego, co tylko możliwe, w końcu i tak dochodzą do wniosku, że otrzymali uszkodzony egzemplarz.

Podobne